poniedziałek, 4 listopada 2019

Kalendarz liturgiczny


4 listopada, poniedziałek, godz. 8.00 - Msza św.
5 listopada, wtorek, godz. 10.00 - Msza św. w j. francuskim
6 listopada, środa, godz. 8.00 - Msza św.
7 listopada, czwartek, godz. 8.00 - Msza św.
8 listopada, piątek, godz. 19.00 - Msza św.

9 listopada, sobota, godz. 8.00 - Msza św. 
10 listopada, niedziela, godz. 10.00 - Msza św. 
11 listopada, poniedziałek, godz. 10.00 - Msza św. 



środa, 18 września 2019

24 Niedziela Zwykła
15 września 2019 r.

Dziękuję tym wszystkim, którzy w ostatnią niedzielę, 8 września, przynieśli różne smakołyki na nasz wspólny stół, i zostali po Mszy świętej aby rozpocząć nowy rok duszpasterski i rok katechetyczny. 
Wszystkim Wielki Bóg zapłać!

W najbliższą środę, 18 września, w liturgii kościoła w Polsce, przeżywamy święto św. Stanisława Kostki, jednego z patronów Polski a także patrona polskich dzieci i młodzieży. 
W tym dniu Msza św. w intencji dzieci i młodzieży z naszej Parafii o godzinie 19.00. 



Można jeszcze zapisać dzieci na katechezę przy naszej Polskiej Parafii. Informacje u siostry Barbary, siostry Zofii lub ks. Marcina. 

Po Mszy świętej zmiana tajemnic różańcowych.

Zapraszamy na Mszę świętą w następną niedzielę, 22 września, na godz. 10.00. Przed Mszą świętą możliwość skorzystania z sakramentu pokuty. Konfesjonał w przedsionku kościoła.

Wszystkim życzę dobrego tygodnia.

ks. Marcin



piątek, 19 lipca 2019

Trwają obrady Kapituły Generalnej Sióstr Urszulanek


W Pniewach, w domu macierzystym Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego – a zarazem Sanktuarium św. Urszuli Ledóchowskiej, założycielki zgromadzenia – od piątku 12 lipca 2019 r. trwają obrady XVII Kapituły Generalnej zgromadzenia. 
Celem Kapituły jest podsumowanie minionego sześciolecia, wybór nowego zarządu generalnego, refleksja nad stanem duchowym i działalnością zgromadzenia oraz wytyczenie kierunków pracy i zaangażowania, odpowiadających potrzebom Kościoła i współczesnego świata. Bierze w niej udział 46 sióstr z 9 krajów. Liczna jest delegacja z Tanzanii: 8 sióstr, w tym 7 Tanzanek.
Na Kapitułę Generalną nadeszły listy z życzeniami od biskupów diecezji, w których służymy Bogu i ludziom. Sympatyczną formę życzeń i podziękowania za obecność szarych urszulanek na Filipinach wybrał kardynał Luis Antonio Tagle, arcybiskup Manili.



W sobotę, niedzielę i poniedziałek uczestniczki Kapituły przeżywały czas skupienia przed dalszymi obradami. Towarzyszył im o. Tomasz Nowak OP. Zgodnie z tradycją trzydniowe skupienie zakończyło się w poniedziałek 15 lipca wieczorem dwugodzinną adoracją Najświętszego Sakramentu.
We wtorek 16 lipca Kapituła Generalna wznowiła obrady. Będzie trwała do niedzieli 28 lipca.
Wszystkie siostry oraz przyjaciół szarych urszulanek prosimy o łączność modlitewną.
Krótkie informacje i zdjęcia pojawiają się na profilu zgromadzenia na Facebooku >>> i Twitterze >>>, a także na stronie www.urszulanki.pl

czwartek, 27 czerwca 2019

Zakończona niekończąca się katecheza


Nasze małe i pocieszne dzieciątka z wielkim żalem pożegnały się z katechezą do następnego roku. Natomiast te większe odetchnęły z ulgą, że już nie trzeba podejmować dodatkowych zajęć takich jak studiowanie katechizmu czy odrabianie zadań w zeszycie ćwiczeń. A może jeszcze bardziej poczuły się wyzwolone z frustrujących sytuacji, że można czegoś znowu nie wiedzieć na katechezie.


Katecheza się skończyła, ale nie zakończyła się przygoda z Bogiem. Katecheza różni się od zwykłej nauki w szkole, gdzie zdobyta wiedza jest zazwyczaj potrzebna tylko do jakiegoś czasu albo do jakiegoś stopnia. Z katechezą tak nie jest! Kto się uczy o Bogu ten uczy się na wieczność. Każdy człowiek ciekawy spraw Bożych albo całkiem niechętny i kulejący z nauką uczeń na katechezie przez Chrzest i wysiłek poznania Boga został już zaliczony do grona ludzi zbawionych. Jak mądrze określił św. Paweł w 1 Tes 2,4 słuchanie prawd Bożych jest niewiarygodnym odkryciem dla człowieka Bożego, że: przez Boga zostaliśmy uznani za godnych powierzenia nam Ewangelii, … aby się podobać nie ludziom, ale Bogu, który bada nasze serca. Zetknięcie się więc dziecka czy kogokolwiek w każdym innym okresie życia z prawdą żyjącego Boga wiąże się z dowartościowaniem nas przez samego Pana. Można bardziej uczuciowo wyrazić ten fakt mówiąc, że zyskujemy upodobanie w oczach Boga. Z kolei upodobanie w oczach Boga można by porównać ze znalezieniem szczęścia w Sercu samego Boga - Bóg nami się po prostu cieszy. Dla mnie osobiście to najpiękniejsze określenie łaski Bożej: stwierdzenie, że mogę podobać się Bogu – nie ma nic bardziej osobistego i serdecznego w odniesieniu do Boga. To takie zażyłe, braterskie wejście w relację z samym Bogiem, takie świadome rozkochanie się w samym Bogu, taka miłosna przygoda bycia blisko Boga. A to najprostsze ujęcie tej tajemnicy: Bóg patrząc na mnie uśmiecha się nade mną, ponieważ Mu się podobam.
Zwracam uwagę na słowa: przygoda z Bogiem. Otóż każdy z nas może potraktować katechezę jako przygodę przyjemną, w trakcie której można spotkać tajemniczego człowieka, jak ksiądz czy zakonnica, którzy mówią do nas czy naszych dzieci o jeszcze bardziej tajemniczych sprawach. Ale z drugiej strony katechezę jako naukę religii można potraktować jako coś zbędnego, piąte koło u wozu. Czyli religia może wydawać się ciężarem… Niedobrze się dzieje, gdy sami rodzice traktują katechezę dziecka jako bezużyteczną dla jego rozwoju. Choć raczej nigdy tego nie powiedzą o konieczności żywienia, leczenia, szkoły, sportu, tańca czy wielu względnie potrzebnych przedmiotów w życiu.


Dziecko dowiaduje się, co mu jest tak naprawdę potrzebne w życiu od rodziców, starszych. Przykładowo podglądając rodziców czy się modlą, czy o Bogu w ogóle mówią, same automatycznie zapragną kontaktu z Bogiem i wiedzy o Nim. Natomiast zdecydowanie mniejszy wpływ na dowartościowanie katechezy ma postawa katechety. Dziecko ma tę chłonność gąbki, że takimi walorami nasiąka, w jakich się obraca. Dziecko ma też taką właściwość jak prostota serca, czyli łatwo przyjmuje za prawdę to co mu starszy podaje do przyswojenia. Tego już dorosłym często brakuje. I tu takie moje osobiste wynurzenie w stronę jednej z moich uczennic. Jednego razu w trakcie odwiedzin w mieszkaniu jej rodziców pokazała mi własny pokój. Pochwaliła mi się i zademonstrowała osobiście przygotowany i ustrojony ołtarzyk, przy którym codziennie się modli. Dla mnie to był najbardziej ewidentny dowód na skuteczność katechezy. Nie do końca mojej, ale nade wszystko dobrych rodziców, którzy skutecznie przekazują Ewangelię swojej córce. Jakże bym sobie życzył, aby wszyscy moi wychowankowie z katechezy uczynili sobie podobny znak modlitwy w swoich pokojach! Wagę niewinności i skuteczności modlitw dziecka uzmysławia nam sam Pan. Mówi, że to ich aniołowie wpatrują się nieustannie w najjaśniejszą twarz Boga. Czyż nie tego nam potrzeba w katechezie i w modlitwie, aby ktoś, tak jak dziecko, rozjaśnił twarz Boga nad nami, naszymi ciemnymi stronami egzystencji!?
Skoro już mamy wakacje, to warto nam wszystkim zaproponować, tak rodzicom jak ich pociechom, aby w swoim odpoczynku urlopowym byli spragnieni „przygód z Bogiem”. Przygód tak frapujących i emocjonujących, aby może nawet zdobyli się na wakacyjną czytankę Biblii z dziećmi. A może dobrym pomysłem są rekolekcje rodzinne przy słowie Bożym, na co stać małżeństwa z Domowego Kręgu Rodzin. Tylko gorliwe, z głębi serca płynące, szukanie Boga wokół nas, może nam odsłonić prawdę, że każda mikro cząstka jak i cały ogrom świata, są tylko niewielkim odblaskiem wszechpotężnego i wszechobecnego Władcy świata. Gdziekolwiek skierujemy nasze stopy czy wzrok, to uznajmy w sercu Jego bliskość i potrzebę uwielbienia za dar Jego stworzenia i Jego Miłości. Niech we wszystkich miejscach, gdzie się udajemy, wypełnia nas zachwyt i przekonanie, że piękno świata wskazuje na cudowny uśmiech Boga, który posyła nam wszystkim. Jednak Jego urok napełni nasze wnętrza szczęściem, kiedy sami przybliżymy sobie w chwilach wolnych Ewangelię. Ewangelię, czyli najpiękniejszą Nowinę o zbawiającym i zatroskanym o nas Bogu. A tę cudowną Nowinę z kolei zamiennie można nazwać katechezą; katechezą na życie i na wieczność, której do końca nigdy się nie wyuczymy. Nie zapominajmy więc o wzajemnym wakacyjnym katechizowaniu się Bożym uśmiechem, czyli doświadczaniu tajników piękna, miłości i prawdy Bożej w spotkaniach z braćmi i w świecie Bożych stworzeń.

Więcej fotografii z zakończenia roku katechetycznego można znaleźć w Galerii >>>

środa, 19 czerwca 2019

Oryginalni i niepowtarzalni z Ducha Świętego

Zadziwiają nas ludzie oryginalni, chociaż mogą przerażać tzw. oryginały. Ci pierwsi to tacy, co wykraczają poza ramy przeciętności, i nie burzą tego, co istnieje, a ponadto w tych ramach potrafią się zmieścić. Takimi mogą być i powinni uczniowie Ducha Świętego – oryginalnymi świadkami wiary, nadziei i miłości we wspólnocie.

Oryginalnym okazuje się Zesłanie Ducha Świętego, bo czyni prostych ludzi nietuzinkowymi, nieprzeciętnymi, ponad miarę oryginalnymi. Apostołowie otrzymali dzięki działaniu Ducha Świętego odwagę przemawiania, moc odmieniania serc oraz urok zachwycania Bogiem do tego  stopnia, że tysiące uwierzyło w to, w co może mało kto by uwierzył, gdyby nie zapalający ogień Ducha Świętego.
Na nowo moc Ducha Świętego powiała w bazylice św. Józefa w Grenoble w tegorocznym dniu Zielonych Świąt. 23 młodych ludzi z 3 wspólnot międzynarodowych otrzymało od Biskupa Diecezji Grenoble-Vienne sakrament Bierzmowania. Wśród młodych Francuzów i Portugalczyków znalazło się 2 Polaków z naszej wspólnoty. Daniel i Konrad przygotowywali się do tego niezwykłego wydarzenia przez solidną katechezę w ciągu roku w języku polskim, aby zaprezentować tuż przed bierzmowaniem na specjalnej katechezie przed tutejszym Biskupem Guy de Kérimel swoją wolę przystąpienia do sakramentu już w języku francuskim. W tym też języku otrzymali ten sakrament. Wcześniej nawet złożyli w sekretariacie księdza Biskupa pisemne oświadczenie związane z tym, jakie wiążą nadzieje z Bierzmowaniem.




Uroczystość Bierzmowania stała się okazją, aby w Grenoble właśnie w bazylice św. Józefa zorganizować 10 rocznicę młodzieżowej organizacji w Diecezji o nazwie „Isereanybody?”. W tym też dniu uroczyście ogłoszono, że odtąd bazylika św. Józefa nie jest kościołem parafii terytorialnej miasta Grenoble, ale kościołem parafii personalnej dla młodzieży z całej Diecezji. Czyli tak jak dotąd, tylko z większym usilnym działaniem specjalnie wydelegowanego do młodzieży proboszcza; młodzież spotykać się będzie na Mszach przygotowywanych przez siebie z oprawą muzyczną, mieć będzie nadal tutaj katechezę i różnorakie spotkania.



Proboszcz z kolei wyznaczył dosyć liczne grono zarządu młodzieżowego parafii. Przewodnicząca zarządu na oficjalnym exposé przy księdzu Biskupie niejako wypomniała Proboszczowi, że „głupotą” jest, aby czynić młodzież odpowiedzialną za parafię. Chociaż całość audytorium bazyliki i nawet ksiądz Biskup odebrali zarzut przewodniczącej jako dobrą manierę aprobacji nowej formy duszpasterskiej z młodzieżą. Pewnie w jakiś sposób Biskup czeka na realizację słów Papieża Franciszka z Adhortacji apostolskiej „Chistus Vivit”, do których się odwołał: „Wszyscy ludzie rodzą się jako odmienni (oryginalni), ale wielu umiera jak kserokopie. Nie pozwól, aby to ci się przytrafiło!”.



Mądre Papieża stwierdzenie może, a nawet powinno każdego chrześcijanina zachęcić do stawania się całkowitym oryginałem (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) w rękach Bożych. 

Tego zwłaszcza życzymy Konradowi i Danielowi, aby pod natchnieniem i w porywach darów Ducha Świętego byli jak najbardziej oryginalnymi i otwartymi świadkami wiary w naszej wspólnocie, w naszej Parafii Grenoble-Echirolles, a może nawet częściowo w nowej młodzieżowej Parafii św. Józefa.







Więcej fotografii z uroczystości bierzmowania można znaleźć w Galerii >>>

sobota, 25 maja 2019

U stóp cudownej, Saletyńskiej Pani


Przyjęło się w Polsce, że po Pierwszej Komunii św. dzieci mają odbyć swój Biały Tydzień, aby niejako „posmakować” słodkości Pana Jezusa, którego ledwo co przyjęły po raz pierwszy do swoich serc. Ten piękny obyczaj nijak się ma do francuskich realiów. We francuskim Kościele oprócz jednodniowych parafialnych, skromnych akcentów, nie słychać o jakichś dniach wdzięczności Panu Jezusowi za Jego upodobanie w „małych duszyczkach” dziecięcych. Wystarczy dodać, że dekoracja wykonana w naszym kościele (choć nie do końca naszym, bo wciąż należącym do wspólnoty Francuzów) na uroczystość Pierwszej Komunii, wywołała wśród francuskich pań zachwyt i zdziwienie. Poleciły one na swojej Mszy w języku francuskim objaśniać sobie, co miałby symbolizować ten liliowo-biały wystrój z podpisami w sercach ze styropianu zamieszczonych wśród kwiatów. A na domiar tego, gdy usłyszały o pielgrzymce z dziećmi pierwszokomunijnymi do La Salette, były jeszcze bardziej poruszone.


Tam na szczycie, w sanktuarium w La Salette, nasze dzieci po Pierwszej Komunii świętej miały okazję zakosztować świętości miejsca, gdzie dwojgu dzieciom objawiła się niebieska Pani w 1846 r. Przy takiej okazji można by było zastanawiać się nad logiką i przesłaniem tej naszej wspinaczki, po ostrych zakrętach, w bardzo słabej widoczności kłębiących się chmur na stromej drodze w wysokich górach. Jaki jest sens takich niebezpiecznych podjazdów i karkołomnych zjazdów? Albo pytając jeszcze bardziej ogólnie: czy Pan Bóg domaga się od nas ryzyka, które może kosztować nas cierpienia? Po drodze rozmieszczone są ostrzegawcze czarne punkty: koło drogi do La Salette znajduje się kaplica i niejaki monument wykonany z elementów blachy samolotu, który roztrzaskał się 13 listopada 1950 r., a upamiętnia katastrofę lotniczą z udziałem kanadyjskich pielgrzymów lecących do cudownego sanktuarium - 58 zabitych. Na wjeździe do miasteczka Vizille został zaś postawiony pomnik upamiętniający miejsce, czas i polskich pielgrzymów – 26 zabitych, którzy zginęli w tragicznym pamiętnym wypadku jadąc autokarem w roku 2007 r. z La Salette.




Jak zrozumieć tragiczne wypadki na szlaku pielgrzymim? Co je może wytłumaczyć? Wydaje się, że zupełnie niewiele można mówić albo najlepiej wcale nie odzywać się przy takich zdarzeniach. Kogo tu oskarżać!? Gdy jednak dojedziemy czy też może dojdziemy do szczytu na górę La Salette znajdziemy tam kilka wskazówek dotyczących tego, jak rozumieć te ciemne strony naszej ludzkiej egzystencji. 



Otóż Pani z nieba ukazuje się ze swoją smutną twarzą i płynącymi z oczu łzami dwójce dzieci - Melanii i Maksyminowi. Daje im możliwość wejścia w tajemnicę swego cierpiącego Serca i zarazem ostrzega przed nieludzkim albo jeszcze dosadniej mówiąc – „nieboskim” traktowaniem spraw Bożych przez ludność wierzącą, choć nierzadko żyjącą na co dzień daleko od Boga. A wierni w tamtym czasie dopuszczali się skandalicznych grzechów: nagminnych przekleństw, pracy w niedzielę i obojętnego traktowania modlitwy… To wszystko w ustach Pani z nieba miało być przyczyną opłakanych skutków, które mogły doprowadzić do ogólnego głodu oraz przerażającej umieralności małych dzieci, jeśli ludzie Jej ostrzeżenia nie posłuchają i nie zmienią podłego stylu życia.





Czy aby takie zdarzenia nie tłumaczą nam, że ziemskie życie człowieka wierzącego ma swoje odbicie w oczach i Sercu Jezusa i Jego Matki. Troszczą się Oni o nas tak jak nikt inny. Jednak w nasze życie niejako nie interweniują, a jeśli to robią, to bardzo ostrożnie. W celu przekazania wiadomości z nieba ludziom na ziemi, Maryja wybiera najbardziej niepozornych przedstawicieli pośród wioskowych pastuchów bydła. Melania i Maksymin nie umieli ani czytać, ani pisać, a na domiar ograniczoności wieśniaczych dzieci nie umieli się nawet dobrze modlić.



Czy więc ktokolwiek z nas, kto cierpi, a zwłaszcza dziecko, tak niezasłużenie, nie jest przedmiotem troski samego Boga, nad którego losem płacze sama Maryja i bierze takie dziecko w swoją obronę? Zauważmy, że „własnego Syna Bóg Ojciec nie oszczędził”, tak jak może niektórych z nas nie weźmie od razu w obronę. Czasami jesteśmy przekonani o swojej całkowitej niewinności i nietykalności przed cierpieniem. Co właściwie mamy mówić, gdy rzeczywiście jesteśmy bardzo poczciwi i dobrzy, a cierpienie nas nie omija. Dobrze by było pomyśleć wtedy, że to sam Bóg ma coś tak wspaniałego dla nas, że będziemy pewnie kiedyś bardzo, a bardzo zdziwieni i szczęśliwi; że też Pan Bóg coś tak wspaniałego nam zaplanował. Niech więc Boże plany będą przez nas akceptowane, ale nade wszystko dobrze odczytywane i wręcz upragnione, nawet gdy nam się malują w tragicznym scenariuszu. Maryjny, Boży scenariusz w La Salette jest nadzwyczaj pozytywny. Maryja powiedziała do obojga dzieci:  „Jeżeli się nawrócą, kamienie i skały zamienią się w sterty zboża, a ziemniaki same się zasadzą. Czy dobrze się modlicie, moje dzieci?” — „Nie bardzo, proszę Pani!” — odpowiadają obydwoje. „Ach! moje dzieci, trzeba się dobrze modlić wieczorem i rano. Jeżeli nie macie czasu, zmówcie przynajmniej „Ojcze nasz i Zdrowaś,” a jeżeli będziecie mogły módlcie się więcej”.




Jakże to prosta i do zastosowania przez nas wszystkich zachęta wypowiedziana ustami Najświętszej Pani! Tak niewiele potrzeba wysiłku, aby aż tak dużo odmienić na lepsze. Obyśmy umieli Maryi więcej ufać, ale i sprawiać Jej radość przez okazywaną wdzięczność.

poniedziałek, 13 maja 2019

Z majowym pokłonem Królowej – Tej, co od Grenoble po alpejskich gór szczyty kraj ten płaszczem Jej okryty…

Nic tak nie cieszy jak widok dzieci koło swojej matki. Zarazem nic tak nie smuci jak matka sama bez dzieci. Skojarzenie to rodzi mi się w głowie na widok pięknej statuy Matki Bożej na jednym ze wzgórz otaczających miasto Grenoble. Wielka figura Maryi króluje na kamiennej, pomysłowo wykonanej grocie, aby strzec leżącego w oddali miasta. Taką intencję miał zapewne jeden z tutejszych kapucynów, brat Bartłomiej, którego tylko nieliczni pamiętają, że w ogóle tutaj był. Przypuszczam, że przy tej figurze kiedyś przed laty gromadzili się wierni, którzy zanosili modły do Pani nieba i ziemi prosząc Ją o możne wstawiennictwo u tronu Swojego Syna. Teraz stoi całkowicie opuszczona, nikogo nieinteresująca. A może jednak nie do końca…!
fot. Pan Władysław

fot. Pan Władysław

Bardziej znane okazują się schody, po których można dojść do figury. Wykonano je przed wojną,  a  liczą aż 348 stopni! Oczywiście nie chodzi tu o stopnie rozumiane jako kąt nachylenia schodów, ale o rzeczywistą liczbę stopni, które tworzą długie podejście zbudowane na dużej stromiźnie. Oznakowane są emblematem „Montée du Père Dumas” - schodu księdza Dumas, któremu to parafianie chcieli ułatwić przemieszczanie się do parafialnego kościoła i zafundowali coś tak okazałego. Teraz służą one głównie tylko wyczynowym joggerom, którzy testują na nich swoją wytrzymałość.
fot. Pan Władysław
fot. Pan Władysław
Statuą zainteresował się przed kilkunastoma laty nasz parafianin, Pan Władysław. Nieopodal statuy przebiega ścieżka do szkoły, która notabene była kiedyś kapucyńskim zakonem, a teraz jest budynkiem katolickiej szkoły. Pan Władysław przechodził koło figury niebieskiej Pani prawie codziennie prowadząc do szkoły swoje wnuki. Jakoś nie mógł znieść widoku, że ślicznie prezentująca się figura Maryi jest tak potwornie zaniedbana. Oprócz rdzy i ptaków, które z konarów drzewa zrzucały swoje nieczystości, niewiele wskazywało, by ktokolwiek zainteresował się statuą Maryi; chociażby jako dziełem sztuki, nie mówiąc już o jakiejkolwiek odrobinie Maryjnej pobożności.
fot. Pan Władysław

Któż jak nie Polak – defensor Maryi – mógł zatroszczyć się o losy Jej figury? Pan Władysław zakradał się wiele razy, kiedy znalazł sposób na ogrodowy zamek, by godzinami ślęcząc u stóp Królowej czyścić Jej sylwetkę i powlec w końcu całość statuy specjalną konserwującą farbą. Kosztowało go to nie tylko wiele wysiłku, ale i strachu. Mógł go przecież ktoś zrugać, zabronić pracy lub nawet wymierzyć grzywnę za bezprawną renowację – przecież nie była to jego własność. Jak twierdzi: musiał to zrobić! A Ona go ochroniła od jakichkolwiek nieprzyjemności. Teraz ze wzruszeniem opowiada, że jak już ma czas to wspina się od Niej, aby odmówić przy niej Litanię Loretańską. I oprócz wzruszenia, jeszcze bardziej przemawia jego serdeczne przekonanie: że nikt bardziej się o niego nie stara i  nie czuwa nad jego losem, rodziną i kiepskim zdrowiem, niż właśnie ONA Królowa, której w taki widoczny sposób się przysłużył. Przy tej okazji dobrze byłoby nam westchnąć słowami staropolskiej pieśni: Jak szczęśliwa Polska cała, w niej Maryi kwitnie chwała.

piątek, 10 maja 2019

Płonąca woda



Ogień i woda – dwa antagonizmy. To z jednej strony słowna i logiczna sprzeczność, ale z drugiej strony jak najbardziej naturalne zjawisko. Mogłem je ostatnio zaobserwować na własne oczy, ale i doświadczyć na własnej skórze, że woda rzeczywiście płonie i się pali. Co prawda woda od ognia nie wypala się, nie odparowuje, ponieważ nie jest stojąca; to źródło, a zarazem część potoku. Czy to cud? Tak, naturalny, niepodważalny! To prawdziwy ewenement w świecie przyrody zdefiniowany w przewodnikach po tutejszej krainie – jako jeden z 7 cudów natury.
 


Na mapie w odległości niespełna 30 km od Grenoble można znaleźć miejsce pod nazwą – Fontaine Ardente – Płonąca Fontanna. Jest to też rzeczka górska; przypuszczam, że w dniach ulewnych deszczów przekształca się w rwący potężny potok. Gdzieniegdzie ściany wyżłobienia tego miejsca liczą około dziesięciu metrów. Ale jedno jest pewne – na powierzchni wody widać ogień i od jego płomienia można absolutnie wszystko zapalić, co się do ognia przystawi. Ma on wielkość od ok. 50 cm wysokości do gdzieś 30 cm szerokości. A dodatkowo w 2 miejscach obok, gdy się przystawiło płonący patyk, można było zapalić 2 dodatkowe ogniki, już na suchej ziemi.


Przy drodze asfaltowej 10 min od opisywanego miejsca jest tablica informacyjna w języku francuskim. Podaje ona, że spod ziemi wydobywa się gaz, węglowodór, który w tym właśnie miejscu nie wiadomo dokładnie z jakich powodów ulatnia się na powierzchni. Może go zgasić mocny powiew wiatru albo duża ilość wody. Jednak wystarczy zapalić zapałkę i zapłonie na nowo i nie zgaśnie. Dzieje się tak od wieków.

W związku z tym co zobaczyłem nasunęły mi się do głowy następujące przemyślenia. Na turystyczną wyprawę do Płonącej Fontanny zabrała mnie rodzina ze swoimi dziećmi, a wśród nich Lucie za tydzień mająca przystąpić do Pierwszej Komunii św. Istota mojego wywodu więc jest w tym, że ktoś kto idzie do Komunii św. wchodzi w ogień i wodę.



Kimże jest Jezus Chrystus w Komunii świętej!? Jest odwiecznym ogniem Boskiej Miłości i ożywiającym źródłem życia. Komu nie potrzeba miłości!? Każdy jej szuka! Komu nie potrzeba wody, aby żyć!? Bez niej usychamy i umieramy! Czy jednak serca nasze potrafią się zachwycić prawdziwością stałej miłości Boga płonącej w Eucharystii?  Tym, co absolutnie realne, chociaż niewidzialne, a dla niedowiarków to nawet nienormalne! 


Tak, naszym dzieciom, ale i nam dorosłym, potrzeba tej odważnej wędrówki do źródła wiecznej Miłości, które płonie i nie parzy, które pali się, a nie spala, której nie może nic ugasić ani też wyczerpać. Ta tajemnica Bożej Miłości nie robi nam nigdy krzywdy ani nas nie oparzy, ani nas nie zatopi. Szkoda by było tylko tego, gdybyśmy nie przychodzili i nie czerpali życia z tego źródła lub też gdybyśmy nie ogrzewali naszych serc ciepłem Boskich promieni. Jedno jest pewne: ono nie przestanie istnieć ani płonąć, ani wylewać się. I co ciekawe, nasza bierność, niepójście do źródła, jest tylko szkodą dla nas. Tajemnica nieziemska: eucharystyczna obecność Boga dla nas czyni niebo tu na ziemi, a to co wieczne i niekończące się staje się już teraz i na zawsze.  Tak więc chodźmy do Jezusa w Eucharystii teraz i zawsze!  Ponieważ ON rozpala, żywi, poi, leczy, unieśmiertelnia i łączy z Sobą na wieki. Drogie Dzieci i Drodzy Przyjmujący Komunię świętą, życzmy sobie nawzajem wspaniałej nie tylko tej Pierwszej, ale każdej Kolejnej Komunii świętej!

środa, 17 kwietnia 2019

Niekonwencjonalne palmy i radosne „pisankowanie”, czyli Niedziela Palmowa w PMK Grenoble-Echirolles


Strojenie palm na Uroczystość Niedzieli Palmowej to zwyczaj ożywiający piękno tradycji naszych praojców. Nasza parafia Grenoble-Echirolles dzięki zaangażowaniu pań zorganizowała całkiem atrakcyjną, chociaż niezbyt palmową, twórczość dla dzieci na Niedzielę Palmową. A to dlatego, że w ich rękach znalazł się bukszpan zamiast polskich baź. Warto wiedzieć, że tak jak Polska radzi sobie zastępując prawdziwe gałązki oryginalnych palm, powiedzmy palestyńskich, wiklinowymi baziami, tak również Francja wynalazła gałązki zastępcze w postaci bukszpanu. Na domiar niekonwencjonalności krzewów do zastąpienia palm dodam, że nawet chiński bambus może zastąpić gałązki palm. Właśnie w sobotę przed Niedzielą Palmową pomagałem jednej Francuzce naciąć w jej ogrodzie łodyg bambusowych (z tzw. bambusa chińskiego), aby dzieci mogły ponieść je w procesji z palmami. Toteż w rękach idących w procesji z niby-palmami można zobaczyć czasami gałązki z drzew oliwkowych lub nawet gałęzie tui.





















Niestety ten rejon Francji cierpi na brak bukszpanu w niższych partiach Alp w okolicach Grenoble spowodowany epidemiami gąsienic motyla, które niszczyły przez lata ten wolno zwyżkujący krzew.

Nasza parafialna radosna twórczość mogła stać się faktem dzięki temu, że Pani Bernadetta ze swoimi dziećmi udała się w wyższe partie gór, gdzie jeszcze leży śnieg, ale gdzie udało jej się nazbierać odpowiednią ilość bukszpanu. Okazało się, że skoro tradycja, to przeszkody są nie ważne. Nasze dzieci liczną grupą przybyły w sobotę na strojenie bukszpanowych palm.




















Dzieci mniejsze dostały do wykonania łatwiejsze przedsięwzięcie. Otrzymały farbki, kleje, pisaki, bibułę, nożyczki i kopę jajek do „pisankowania”. Całkiem sympatycznie zajęły sobie czas i takim to sposobem Niedziela Palmowa w naszym polskim wydaniu była ślicznie kolorowa, ale również w Wielką Sobotę święconki ozdobione zostaną kolorowymi pisankami. Oby nam nigdy nie brakowało tej iskry Bożej, tak matkom, jak i dzieciom, i nam wszystkim.

W wydaniu Francuzów trochę mnie zastanowiło jak totemistycznie traktują poświęcenie palm. Okazało się, że Msza św. i poświęcenie palm to najbardziej uczęszczana Msza w roku w Kościele francuskim. A skąd się to wzięło? Właśnie z potrzeby posiadania czegoś na wzór talizmanu, totemu, który należy umieścić w mieszkaniu. Jak widać można mieć przekonania nie tyle czysto pobożnościowe oddania czci Panu Jezusowi wjeżdżającemu do Jerozolimy na osiołku na taką okazji, ale całkiem osobiste przekonanie zabezpieczenia się przed nieszczęściem albo może bardziej szukania szczęścia.





piątek, 5 kwietnia 2019

Nie chwilowi i nie minimalni, ale do końca ekstremalni! - EDK 2019


Nie ma takich dróg prowadzących na góry, których zdobywanie nie byłoby okupione jakimś wysiłkiem, szczególnie nóg i stóp ludzkich albo w sytuacji jazdy samochodem, szybszą i bardziej wytężoną pracą silnika.

Ruszyliśmy o 20.30 po Mszy św. spod naszego kościoła w Echirolles. Jechaliśmy autostradą w 7 osób na 2 samochody z krzyżem drewnianym, który zmieścił się pomiędzy pasażerami i siedzeniami. Wjechaliśmy gdzieś po 20 km do wioski, a właściwie miasteczka, pod kościół św. Wiktora. Z tego miejsca widać było w oddali majestatyczną górę wchodzącą w skład jednego z rozległych masywów alpejskich Vercors. Pionowa skała lekko odbijała się w blasku świateł ledwo co majaczących w oddalonej kotlinie, gdzie rozciąga się majestatyczne Grenoble. Było ono jednak na tyle daleko, że nie zakłócało nam nocnej ciszy. Szlak naszej Ekstremalnej Drogi Krzyżowej był ukryty w stromiznach ścieżek i w ciemnościach lasu u stóp góry.

Właściwie nikt z nas nie wiedział, gdzie ów szlak prowadzi, jak wygląda; nikt prócz zawodowca, alpinisty Tomasza, który tędy już wcześniej chodził i który nie takie wyprawy ma na swoim turystyczno-wspinaczkowych koncie, odbyte w trakcie długoletnich eskapad.

Ruszyliśmy wyciszeni w myśl zasady: bez słów, zatrzymujemy się  jedynie co 15 min na rozważanie kolejnej stacji. Osobiście wydawało mi się, że niektóre odcinki są nie do pokonania dla mnie słabeusza, że chyba powiem moich towarzyszom: Może już idźcie sobie dalej sami! Ja nie czuję mięśni! Jednak grupowa wspinaczka ma to do siebie, że każdy maruder dostaje jakiegoś nadzwyczajnego dopingu: Inni dadzą radę, a ja nie potrafię!? Widząc uginające się nogi jednego z młodych uczestników, niezbyt wysportowanego, jeszcze bardziej starałem się myśleć nie o sobie. Kierowałem myśli w stronę Pan Jezusa: Jakże Ty,  Panie, byłeś bezwzględny dla siebie, bez najmniejszej litości, tak jak nikt nie miał jej dla Ciebie w drodze na Kalwarię. A gdy już wyczerpanie doskwierało i siódme poty wychodziły, mimo przejmującego chłodu wionącego od szczytów gór, zatrzymaliśmy się na dłuższą chwilę. I tutaj po kilku haustach wody niektórym rozwiązały się języki, zaczęli niejako swoją spowiedź. Były to rzeczywiste odwołania się do dobrych rozważań stacji Drogi Krzyżowej, które wydrukowała wcześniej Marta ze strony EDK. A w mojej rodzinie to jest tak a tak! Ale zauważam, że dałoby się inaczej! Muszę żonie to powiedzieć! Ale czy ona to przyjmie? Jakże inaczej rozumie się i słucha człowieka na modlitwie w takim momencie, kiedy skrępowanie i wstyd nad swoimi małościami i niepowodzeniami niejako zostały w dolinie. A jak mądre i stanowcze są rady i spostrzeżenia…

Jednak po kolejnym etapie dalszego wyczerpującego marszu nagle wyłonił się przed nami następny żleb. Tomasz, szef Naszej Ekstremalnej, jak tur rwał do przodu, a my żałośnie i z przerażeniem: Daj spokój, nie ryzykuj, my nie damy rady! Przy leciutkim rozświetleniu czołówką, nawet on zawodowiec zaczął się zsuwać. Mocniejsze latarki odbiły gołą skałę, pionowo do nieba. Co prawda widniała na niej lina, ale nikt z nas nie miał cienia wątpliwości, że wspinaczki koniec.

Cofnęliśmy się, aby już w normalnym, nie tak zasapanym tempie, ruszyć z powrotem, choć cały czas w ciszy, z rozważaniem drugiej połowy stacji. Jakże było inaczej w sercu, dumnie, że wszyscy w bratnio-siostrzanej kompanii po 5-godzinnej modlitewnej wyprawie szczęśliwie znaleźliśmy się na naszej parafii przy kościele w Echirolles.

A oto jakie wrażenia wynieśli z EDK inni jej uczestnicy:


Marta: „Nie przeszliśmy 40 km, nie szliśmy w odosobnieniu, czasem wyrywały nam się z serca prawdziwe pytania, z którymi się zmagam; jednak mimo to, że nasza Ekstremalna Droga Krzyżowa różniła się nieco od założeń EDK, nasze serca otworzyły się i zbliżyły do siebie. Wychodzi na to, że aby być blisko, nie trzeba wcale żyć w bezproblemowej i bezwysiłkowej sielance. Nasz pot, trud, zmęczenie i zmaganie duchowe zbliżyły nas do siebie jak mało które spotkanie „przy kawie”. A co najciekawsze, podczas parogodzinnego marszu po górach wymieniliśmy ze sobą zaledwie parę zdań. Nie oczekiwaliśmy niczego, poszliśmy za Nim, w drodze krzyża, a otrzymaliśmy tak wiele. Chwała Panu”.


Justyna: „Niełatwo było podjąć to wyzwanie. Jakże łatwo było za to znaleźć wszelkiego rodzaju wymówki: przecież jestem taka zmęczona całym tygodniem pracy i domem na głowie, przecież ostatnio mam kiepską kondycję fizyczną, wiec pewnie nie dam rady, przecież w ten weekend na dodatek „śpimy o godzinę krócej” (zmiana czasu na letni),...

Gdyby nie namowy znajomych, pewnie zostałabym w domu. No właśnie, znajomi, drugi człowiek. To oni mobilizują mnie, pomagają wyjść z tej słynnej „strefy komfortu” i wejść na „moją” drogę krzyżową. Słyszę w głowie słowa z Apokalipsy: „Obyś był zimny albo gorący!”. Mam więc wybór: pozostać „letnia”, w bezpiecznym, komfortowym kokonie utartych schematów i znanych relacji albo wyjść naprzeciw własnym słabościom, lękom i wymówkom, w jednym celu: spotkać się z Panem i pozwolić Mu przemieniać moje serce.

Decyzja podjęta: Idę. I tu zaskoczenie… Myślałam, ze na EDK będę sama, tylko ja i Jezus, tylko moje myśli, modlitwa i On. Bo chociaż idziemy w grupie, ale za to w zupełnej ciszy, każdy pogrążony w swoich medytacjach. Tak, owszem idziemy w ciszy, ale w tej ciszy słyszę: oddechy współtowarzyszy, ich skrzypiące buty, postękiwania. Innym też jest trudno i walczą z wysiłkiem. Nie jestem tylko ja sama z Jezusem. Są też i inni… Na kolejnych stacjach czytamy rozważania, które oparte są na świadectwach konkretnych osób. Zdaję sobie sprawę, że inni też mają podobne problemy, wątpliwości, doświadczenia. Nie jestem sama z Jezusem. Są też i inni... Między stacjami niosę krzyż akurat na odcinku, gdzie przeciskamy się między drzewami. Jest bardzo niewygodnie. Nagle ktoś chwyta końcówkę krzyża i pomaga mi nieść. Nie jestem sama, tylko ja z Jezusem. Są też i inni…

Ta droga krzyżowa uświadamia mi (po raz kolejny, ale jakże dobitnie), że na mojej drodze wiary spotykam innych ludzi, spotykam konkretnego drugiego człowieka. A może inaczej: to właśnie w drugim człowieku spotykam Pana. Chrystus objawia mi się w drugim człowieku. Wtedy gdy mnie mobilizuje do działania i zmiany życia, wtedy gdy współodczuwam jego cierpienie, wtedy gdy czuję jego wsparcie.

Dziękuję Ci Panie, że spotkałam Cię w drugim człowieku”.



Tomasz: „Droga Krzyżowa, na zewnątrz – poza murami kościoła, przypadkowo spotkani ludzie, las, kamienie... Jakoś nigdy o tym wcześniej nie pomyślałem; do niektórych rzeczy po prostu się dorasta. Nie, tu nie chodzi tylko o wiek, tylko o nasze potrzeby, nasze patrzenie na świat się zmienia. I właśnie od jakiegoś czasu pragnąłem w taki sposób przebyć Drogę Krzyżową. Czy było lepiej? Po prostu inaczej. Z jednej strony wysiłek, który zabierał część uwagi, a z drugiej strony „nieskończenie” dużo czasu na rozmyślenia. I te teksty do rozważania, jakoś głębiej do mnie docierały, zmuszały do przemyśleń... I  w taki sposób te kilka godzin przeleciało niesamowicie szybko. I jeszcze coś, poza samą Drogą Krzyżową - poczucie bycia w żywym Kościele. Dziękuję wszystkim uczestnikom”.



Basia: “Ekstremalna Droga Krzyżowa była dla mnie przeżyciem nadzwyczajnym, bardzo lubię wędrówki piesze po górach, ale bliskość Pana Boga podczas tej wyprawy, milczenie, rozważanie stacji Drogi Krzyżowej powiązane z wysiłkiem fizycznym, widok krzyża niesionego  przez każdego z nas sprawiło, że ta droga była wyjątkowa. Dało się odczuć, że jesteśmy dobrą drużyną, która potrafi się wspierać i otworzyć duchowo; to sprawiło, że poczułam się jak w prawdziwej rodzinie. Z radością podzieliłam się tym przeżyciem z najbliższymi osobami i myślę, że będzie jeszcze wiele okazji żeby o tym opowiadać.

Ekstremalny był również widok szarej, surowej, pionowej skały, który nagle wyłonił się przed nami z ciemności; wędrujące po owej ścianie światełka naszych czołówek oznajmiły, iż dalsza droga jest niemożliwa, chyba że dla jeszcze bardziej ekstremalnych...

Na końcu, we wspólnej modlitwie przy wielkim kamieniu, który jakby symbolizował grób Pana Jezusa, można było spojrzeć wyżej na przejmujący swym tajemniczym widokiem szczyt, a nad naszymi głowami liczne gwiazdy, które dawały odczucie bliskości nieba”.

sobota, 16 marca 2019

Rekolekcje wielkopostne 2019



W najbliższym tygodniu nasza wspólnota będzie miała niezwykłą okazję uczestniczyć w rekolekcjach wielkopostnych.
Rekolekcje nazywamy czasem świętym. Jest to dla naszych dusz skażonych różnorodnego rodzaju toksynami odtrutka, aby przynajmniej raz w roku zastosować na sobie solidną kurację. Musimy wśród naszych odejść od Bożego stylu życia, od naszych życiowych zabiegań, dać sobie czas na modlitwę, na słuchanie Słowa Bożego, uczestnictwo  w przygotowywaniu i odbyciu dobrej spowiedzi. Uczestniczenie w rekolekcjach może być ostrym starciem ze złem, z szatanem i grzechem osobistym, stąd nie dziwmy się, że ktoś znajdzie diabelską wymówkę, aby się usprawiedliwić i powiedzieć sobie, że mam ważniejsze sprawy niźli rekolekcje. Warto być na rekolekcjach, ponieważ tutaj przemówi i zadziała sam Bóg oraz napełni nas mądrością i cudownym darem prawdy o zasadach udanego życia.
Ta wyjątkowa łaska dla naszej wspólnoty wiąże się z tym, że do wygłoszenia nauk rekolekcyjnych przybędzie specjalny rekolekcjonista z Polski ks. Stanisław Łada.

Szczegółowy plan rekolekcji:


22 marca, piątek, godz. 19:00 - Droga Krzyżowa, Msza św. z nauką ogólną;

23 marca, sobota, godz. 19:00 - Msza św. z nauką ogólną;
24 marca, niedziela, godz. 9:00 - Spowiedź św., 10:00 - Msza św. z nauką rekolekcyjną dla wszystkich i Gorzkie Żale;
11:30 - spotkanie z Rekolekcjonistą w sali katechetycznej


Ks. Stanisław Łada odznaczony (kliknij w obrazek, żeby przeczytać)
https://gdansk.gosc.pl/doc/2047294.Ks-Stanislaw-Lada-odznaczony
Ks. Stanisław Łada w otoczeniu przyjaciół i współpracowników